Saksonia z dziećmi (cz. 3/6): Park przygody Kulturinsel tuż przy polskiej granicy - dziecięca kraina radości

Radość, szczęście, szał zabawy - tak możemy opisać dzień, jaki nasze dzieci spędziły w Kulturinsel, znajdujący się koło Goerlitz, na samej granicy z Polską, na wysokości Dolnego Śląska. Atrakcje nie są tu napędzane elektrycznością, lecz... dziecięcą wyobraźnią! Odkrywanie, eksplorowanie, doświadczanie, odczuwanie wszystkimi zmysłami.

Kulturinsel nie nazwalibyśmy parkiem rozrywki, lecz parkiem przygody. Nie ma tu rollercoaster'ów, karuzeli i innych rozrywek typowych dla parków rozrywki. Kulturinsel w zasadzie to gigantyczny plac zabaw, składający się z niezliczonej ilości tuneli, podziemnych labiryntów, mostków, nadziemnych przejść, domków na drzewach, itp. Niemal wszystko jest zrobione z naturalnych materiałów (drewna, kamieni, itp.) - nie ma tu prawie w ogóle plastiku, nic nie huczy, nie hałasuje ani nie świeci. Kulturinsel działa przede wszystkim na dziecięcą wyobraźnię i ciekawość. Jako rodzice co chwilę stawaliśmy zaskoczeni stwierdzając "ależ ktoś sprytnie to zaprojektował!", "jakie to pomysłowe!", "niby takie proste, a takie fajne!". Gdyby taki park był bliżej Warszawy, bylibyśmy tam bardzo częstymi bywalcami.

Park został zaprojektowany przez kogoś, kto znakomicie rozumie, czego tak naprawdę do zabawy potrzebują dzieci. Można tu odnaleźć wiele wpływów metody Montessori, filozofii tzw. "dzikich dzieci", itd. 

Chociaż spędziliśmy w Kulturinsel cały dzień (byliśmy na samo otwarcie o godz. 10 i wychodziliśmy wraz z zamknięciem parku o godz. 18) i staraliśmy się jak najlepiej poznać wszystkie jego sekrety, mamy poczucie, że z pewnością wielu miejsc jeszcze nie zdołaliśmy odkryć, dostrzec. Kulturinsel to rozległy teren, na którym rozmieszczone zostały rozmaite konstrukcje. Nie sposób tego wszystkiego wyliczyć: a to różne domki na drzewach o niezwykłych dojściach po drabinach, linach, przejścia pomiędzy nimi - ze specjalnych metalowych siatek, albo drewnianymi mostkami, a to tajemnicze tunele (jest ich na terenie parku podobno pół kilometra), zjeżdżalnie, a to jakby-starożytne grobowce do odkrywania, a to konstrukcje do wspinaczki. Wiele konstrukcji zasadza się na pewnej symbolice - na przykład statek to drewniana rama imitująca dziób, ster i maszt, reszta już należy do niezawodnej dziecięcej wyobraźni. Furorę robił też zamek - nie oczekujcie jednak konstrukcji jak w Disneylandzie. Tu zamek ma mnóstwo "tajemnych" przejść na wieżę, do "komnat", czy zjazd zjeżdżalnią aż do podziemi, w których czeka na śmiałka labirynt ciemnych korytarzy. Zachwyciła też dzieci sekcja parku, w której zaaranżowane zostały stanowiska do zabaw tematycznych - jest bank, posterunek policji, sala tronowa i wiele, wiele innych tego typu niewielkich stanowisk. Dla przykładu pizzeria to nie budynek z pełnym wyposażeniem, lecz dwie ścianki z zaimprowizowanym drewnianym piecem, imitowanymi "pizzami" i podstawowym wyposażeniem pizzerii - wszystko to wystarczyło naszym chłopcom na długą zabawę. Na terenie parku w różnych miejscach są również rozmieszczone zwierzęta, w tym na końcu parku znajduje się mini-zoo, gdzie za niewielką opłatą można nabyć jedzenie, którym dzieci mogą następnie karmić zwierzątka. 

Na terenie Kulturinsel można przenocować... w jednym z domków na drzewie! Z tej opcji nie korzystaliśmy, za to zaskoczyć może rozwiązanie, jakie przygotowane jest do kąpieli dla tych, którzy korzystają z nocowania. Otóż można wziąć kąpiel w... jednym z wielkich kotłów, pod którymi palą się ogniska. Pomysłowe, prawda? Przy Kulturinsel znajduje się również pole namiotowe. 

A teraz spora garść refleksji organizacyjnych, jakie mamy z perspektywy naszej wizyty:
  • bilety można nabyć w kasie przy wejściu do parku. Bilet dla dorosłego to 17,50 Euro, dla dziecka 11,50 Euro (stan na 2021 r.). 
  • bilety można nabyć dużo taniej (w ramach partnerstwa polsko-niemieckiego)  w CRT Radomierzyce: 9 Euro dla dorosłego, 7 Euro dla dziecka. Zapłacić można w złotówkach (również kartą) wg kursu NBP z dnia poprzedniego. CRT Radomierzyce otwarte jest od 8 rano, więc można wstąpić tam przed dojechaniem do Kulturinsel (ok. 30 min drogi samochodem). Oczywiście nie wiadomo, do kiedy ta współpraca potrwa, więc o ile w momencie pisania tego wpisu jest ona aktualna (sierpień 2021), o tyle lepiej przed wybraniem się sprawdzić telefonicznie w CRT Radomierzyce, czy nadal te tańsze bilety są dostępne.
  • przed wejściem do Kulturinsel jest spory parking (płatny 1,50 Euro w kasie parku). Byliśmy w środku tygodnia i parking był minimalnie zapełniony, nie wiemy co się tam dzieje w weekendy.
  • dla jakiego wieku dzieci przeznaczony jest Kulturinsel? Nie ma żadnych ograniczeń wiekowych - ani na wejściu do parku, ani do poszczególnych atrakcji. Nie ma też ograniczeń dotyczących wzrostu, wagi, itp., w związku z tym na konstrukcje wchodzą zarówno maluszki, jak i dorośli. Nasi chłopcy w momencie wizyty w parku mieli 8 i 10 lat i można powiedzieć, że byli w optymalnym wieku do korzystania z Kulturinsel. Sądzę, że starsi nastolatkowie mogą uznawać park za zbyt dziecinny. Natomiast z małymi dziećmi problem może być inny - otóż z większością tuneli i przejść jest tak, że nie wiadomo dokąd prowadzą, gdzie dziecko z niego wyjdzie. Z naszymi chłopcami w każdej kolejnej sekcji parku ustalaliśmy miejsce spotkania i gdy się wyszaleli na danych konstrukcjach, to spokojnie szukali tego wyznaczonego miejsca spotkania. Oceńcie, czy wiek Waszych dzieci pozwala na to - czy nie będą panikowały "gdzie jest mama?", czy Wy nie będziecie się stresować "gdzie jest moje dziecko?". Podczas naszej wizyty widzieliśmy bardzo dużo dzieci w wieku przedszkolnym i w wielu sytuacjach opiekunowie musieli z nimi wchodzić na konstrukcje/ do tuneli itd. bo widocznie obawiali się puścić dzieci same. Jak wspomnieliśmy - dorośli mogą wchodzić na wszystkie konstrukcje (brak ograniczeń wzrostu/wagi), ale umówmy się - nie było im łatwo. Po drugie, fajne jest, gdy dzieci dostają w parku "wolność" - mogą sobie biegać, nie pytać "czy mogę tu?", itd. 
  • jakie ubranie do Kulturinsel? Zdecydowanie, ten park nie jest miejscem, w które warto wystroić dziecko w najlepsze ciuchy! Tu dzieci chodzą na czworaka, przeciskają się, pełzają, niekiedy wchodzą w błotko, itp. Widzieliśmy dzieci w spodniach ze specjalnymi wzmocnieniami na kolanach, ale bez przesady - po prostu wystarczą wygodne ciuszki, które mogą się pobrudzić, przetrzeć. Warto, aby dziecko miało stabilne obuwie - klapki to nie jest dobry pomysł do wspinania się po konstrukcjach. Widzieliśmy dzieci boso - to też jakieś rozwiązanie.
  • na terenie Kulturinsel jest sekcja z wodnym placem zabaw - w upalne dni dobrym pomysłem jest zabrać kąpielówki na zmianę
  • bardzo warto zabrać dla dziecka, o ile tylko macie w domu, latarkę - czołówkę. Ewentualnie można kupić przy kasie za 10 Euro. Jak już wspominaliśmy, w parku jest mnóstwo przejść podziemnych, tuneli - one nie są oświetlone, więc latarka bardzo się przydaje, a czołówka jest najwygodniejsza, bo dzięki niej dziecko ma wolne ręce.
  • co ciekawe, praktycznie w całym parku nie mieliśmy zasięgu telefonicznego (ani polskich sieci - T-mobile i Plus, ani żadnej niemieckiej). Myśleliśmy, że gdy się zgubimy z dziećmi na terenie parku, to będziemy się mogli zdzwonić ze starszym, który miał ze sobą telefon - jednak z powodu braku zasięgu takie rozwiązanie odpada.
  • w parku jest kilka punktów gastronomicznych o charakterze barów, w tygodniu część z nich była zamknięta. Ciekawym rozwiązaniem jest strefa, w której można rozpalać ogniska i piec przyniesione ze sobą produkty. 
  • w kasie można wziąć sobie mapkę atrakcji w parku. Jak już wspomnieliśmy, park jest tuż przy granicy polsko-niemieckiej i przez mostek na Nysie można przejść na, jak dotąd dużo mniejszą, rozwijającą się dopiero, polską część parku - w Bielawie. Prawdę mówiąc nam jednak już nie starczyło na to czasu.
























Po wizycie w Kulturinsel, w którym spędziliśmy czas od otwarcia do zamknięcia, podjechaliśmy jeszcze do Goerlitz, w którym warto przejść się po zabytkowej Starówce. Jest ona o tyle unikatowa, że Goerlitz był jednym z niewielu niemieckich miast, które nie zostały silnie zburzone podczas bombardowań alianckich w okresie II Wojny Światowej. Na kolację udaliśmy się do klasycznie niemieckiej restauracji Kartoffelhaus na Starym Mieście. Nie zrażeni nieco ksenofobicznym nastawieniem pań kelnerek zjedliśmy tam całkiem smaczny posiłek. 





Komentarze

Copyright © Family Adventures