Pomysły na rodzinne spacery Warszawa i okolice (cz. 7): Dzikość w sercu miasta - praski brzeg Wisły i Park Arkadia

Wydawać by się mogło, że Warszawa to pełne betonu i asfaltu miasto, a jednak wciąż jest w niej wiele zakamarków, które zaskakują dzikością przyrody. Lubimy w weekendy pojechać do lasu i zapuścić się w bezdroża np. Kampinoskiego Parku Narodowego - nie po szlakach, tylko z lokalizatorem gps w telefonie, aby potem jakoś wrócić do samochodu. Jednak bywa, że nie ma czasu i możliwości, aby pojechać poza miasto. I wtedy jak znalazł na spacer z dziećmi przydają się takie miejsca, o których przeczytacie w tym wpisie.

Inspiracją do tych dwóch spacerów są materiały przygotowane na tegoroczne, nietypowe z powodu pandemii ferie zimowe, przez Muzeum Warszawy. Noszą wspólną nazwę "Spacery warszawskie", dostępne są na stronie internetowej Muzeum (link) i zostały przygotowane we współpracy z przyrodnikiem. Oprócz mapki (którą można otworzyć w mapach Google na swoim telefonie, klikając w kwadrat w prawym górnym rogu mapki dostępnej na stronie Muzeum) wyznaczającej trasę spaceru, znajdziecie tam też nagrania z ciekawostkami dotyczącymi ptaków i zwierząt, a także np. niezwykłych okazów roślin, które napotkać macie szansę podczas Waszego spaceru.

"Spacery warszawskie" proponowane przez Muzeum Warszawy obliczone są na ok. godzinę - półtorej, chociaż oczywiście trwają dłużej, bo przecież cały ich urok polega na tym, żeby dzieci nacieszyły się przyrodą. Trzeba więc doliczyć czas na bieganie wokół trasy, na wspinanie się na powalone drzewa, na "czatowanie" przez dzieci na to, że pojawią się zwierzęta, o których opowiada przyrodnik we wspomnianych nagraniach.

Mam nadzieję, że Muzeum Warszawy pozostawi zalinkowaną wyżej stronę z propozycjami spacerów na dużo dłużej niż trwające ferie i będziecie z nich mogli skorzystać przez jeszcze długi czas. Jeśli jednak nawet kiedyś spacery zniknęłyby ze strony Muzeum, nie martwicie się, możecie po prostu potraktować te pomysły ogólnie jako inspirację do odwiedzenia miejsc w Warszawie, które są o wiele mniej oczywiste niż park Łazienki. Zamiast nagrań zaś wystarczy wtedy po prostu wyostrzyć zmysły i przyroda sama zapewni wiele atrakcji!

Pierwszy spacer, którym ruszyliśmy kierując się szlakiem wyznaczonym przez Muzeum Warszawy, był Park Praski i dziki brzeg Wisły po praskiej stronie. Zaparkowaliśmy na Floriańskiej, skąd wystarczyło już tylko przejść na drugą stronę al. Solidarności, aby wejść na teren Parku Praskiego. Trasa spaceru "Dzikie zwierzęta z praskiego brzegu" rozpoczyna się obok parkowego placu zabaw. Tu z nagrania można dowiedzieć się ciekawostek o powstaniu Parku Praskiego, dzięki którym dowiedzieliśmy się, że stąpamy po dawnym terenie koszar wojskowych i przez chwilę wyobraziliśmy sobie jak musiało to miejsce wyglądać, gdy były tu beczka śmiechu, wyścigi samochodowe, a wojskowa orkiestra przygrywała przechodzącym się po alejkach w długich sukniach damom, wspartym na ramionach panów w surdutach. 

O ile nie utkniecie na placu zabaw na dobre, ruszacie dalej wyszukując w parku kolejnych punktów zaznaczonych na mapce pinezkami. Przed Wami poszukiwania martwego drzewa, dziupli czy starej topoli. Prawdę mówiąc, nie jest wcale tak łatwo znaleźć konkretnie wyznaczone punkty, ale potraktowaliśmy to nieco na luzie i po prostu... zamiast wyznaczonej dziupli cieszyliśmy się znalezieniem innej. Tak czy inaczej nagrania z ciekawostkami przyrodniczymi ubarwiały nam wędrówkę po tym parku. 

Spacer po Parku Praskim był całkiem fajny, ale jeszcze lepsze było to, co czekało nas po drugiej stronie ulicy Wybrzeże Helskie. Zgodnie z trasą spaceru, przechodzi się przez ulicę na wysokości mostu Śląsko-Dąbrowskiego i zaraz obok niego schodzi się w dół, w kierunku Wisły po ścieżce (uważajcie tylko na rowery, bo jest to ścieżka współdzielona przez pieszych i rowerzystów, swoją drogą na pewno tu wrócimy na rowerach). Ta część spaceru zachwyci każdego małego miłośnika łażenia po zwalonych drzewach! W takich miejscach w dzieciach budzi się dzikość, na wzór dzikości przyrody, jaka nas otacza. Od tego miejsca trasę spaceru traktowaliśmy już naprawdę luźno, niemniej bardzo przydały się nam nagrania o kormoranach, bobrach i tropach na błocie. Błota, owszem, nie brakowało, więc gdy tylko nie było jakiegoś powalonego drzewa, po którym można byłoby łazić, chłopcy uważnie wbijali wzrok w owe błoto, a że, jak wiadomo, dzieci robią kilka rzeczy na raz, to i wypatrywali wokół dzikich ptaków wodnych, i rozpatrywali które z powalonych drzew to robota bobrów. Po prostu było świetnie!













Drugi spacer to "Ptasia Arkadia na Mokotowie". Trasa wiedzie przez Park Królikarnia do Parku Arkadia, położonego na mokotowskiej części skarpy wiślanej. Królikarnia, na teren której weszliśmy najpierw, to jeszcze nie dzikość, wręcz przeciwnie - nie ma tu miejsca na łażenie po powalonych drzewach, raczej oglądanie architektury Pałacu i, gdy przyjdzie wiosna, rzeźb. Z ciekawością dowiedzieliśmy się z nagrań na stronie Muzeum Warszawy, skąd pochodzi ta nietypowa nazwa - były tu, jak się okazuje, tereny polowań króla Augusta II i hodowano tu między innymi króliki. Zimą niestety nie można nacieszyć się rzeźbami, które stoją w otaczającym pałac parku, bo, będące filią Muzeum Narodowego w Warszawie, Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego zakrywa kamienne figury specjalnymi nakryciami w obawie przez zimową korozją. 

Im dalej w park, tym więcej dzikości. Jeszcze tylko mijamy pawilon, będący dawniej przypałacową kuchnią, dowiadując się też ze strony Muzeum ciekawostek związanych z tym miejscem i zagłębiamy się w Park Królikarnia. Trochę pobłądziliśmy szukając wyjścia z ogrodzonego Parku Królikarnia do nieogrodzonego Parku Arkadia, ale to urok spaceru i odkrywania terenu. A jest tu co odkrywać - rozległe stawy, pomiędzy którymi prowadzi spora grobla, są siedliskiem mnóstwa różnych ptaków, o których możecie się dowiedzieć wiele przyrodniczych ciekawostek z nagrań przygotowanych przez Muzeum. Chłopcy ścigali się w wypatrywaniu kolejnych gatunków, a nawet jeśli niektórych nie wypatrzyli, to i tak zabawa była. A już ukoronowaniem spaceru było zapuszczenie się w rejon ruin opuszczonych domów, gdzie, zgodnie z nagraniami, oprócz śmieci są też nietoperze, to dopiero gratka. Ze spaceru wracaliśmy, gdy już zmierzchało, może było jeszcze za wcześnie na puszczyka, o którym mowa na końcu trasy spaceru. Niemniej, liczba powalonych drzew, na które znów można się było wspinać, zrekompensowała zwierzęta, których się nie udało wypatrzeć.





Szukasz więcej pomysłów na zimowe spacery po Warszawie z dziećmi, zajrzyj do innych wpisów na blogu, szczególnie tu: link

Komentarze

Copyright © Family Adventures