Spływ kajakowy Krutynią z dziećmi, czyli wiosłujemy po dzikiej... kajakostradzie

Spływ Krutynią na Mazurach to jeden z najbardziej znanych spływów kajakowych. Spokojna, niegłęboka rzeka przyciąga rodziny z dziećmi na kajaki. Tłumy rodzin z dziećmi! Zresztą nie tylko rodzin, w ogóle tłumy. Istna kajakostrada!

Tak, mieliśmy świadomość na co się decydujemy wybierając się na spływ w piękny lipcowy sobotni poranek. Czytaliśmy wcześniej w internecie, że jest tam w takie dni bardzo tłoczno. Planowaliśmy pierwotnie, że wybierzemy się na ten spływ "byle nie w weekend", ale sprawdzenie prognoz pogody zweryfikowało nasze plany, po prostu uznaliśmy, że jak nie teraz, to może w ogóle się nam nie udać, bo w deszczu, w chłodzie, albo w jednym i drugim przyjemność z wyprawy będzie jednak o wiele mniejsza.

Dlaczego Krutynia i to na najbardziej uczęszczanym odcinku? Ponieważ jest tu płytko, nurt nie jest gwałtowny, a my nie mamy doświadczenia kajakowego i na pierwszą wyprawę z dziećmi kusiło nas to, aby był to spływ spokojny, bez większego ryzyka. I te warunki spływ Krutynią faktycznie spełnił.

Jak to wygląda w praktyce?


Krutynia to całkiem długa rzeka, mierzy sobie 99 km. Spływy kajakowe są dostępne na jej różnych odcinkach, jednak najbardziej popularny odcinek to ten z wsi Krutyń do Ukty. Ma on ok. 15 kilometrów, obliczany jest na ok. 5 godzin płynięcia bez przystanków. Popularność zawdzięcza temu, że nurt tu jest spokojny, a głębokość na zdecydowanej większości trasy to ok. pół metra (w wypożyczalni kajaków powiedziano nam, że maksymalna głębokość, występująca w niektórych miejscach, to ok. 1,5 metra). Woda jest czysta, rzeka meandruje wśród zieleni, a gdzieniegdzie na brzegach występują niewielkie plaże, na których wielu kajakarzy robi sobie postój na odpoczynek, kąpiel w rzece i plażowanie. Ci, którzy mieli własny prowiant cieszyli się nim na kajakach, tudzież rozkładali sobie grille przy brzegach, a na tych, którzy płyną "na spontanie" i zgłodnieją od machania wiosłami, czeka kilka barów położonych blisko brzegów. 

W zasadzie nie trzeba kajaków wcześniej rezerwować. We wsi Krutyń jest tyle wypożyczalni, że nawet w taki słoneczny sobotni wakacyjny poranek są w stanie obsłużyć wszystkich, którzy zapragną ten dzień spędzić na mazurskiej rzeczce. 

Złowieszczo wyglądał tego dnia już sam wjazd do wsi - liczba samochodów, z iście ogólnopolskim przeglądem tablic rejestracyjnych, wskazywała, że będzie tak, jak pisano "w internetach", czyli tłoczno. Ale Krutyń jest na to wszystko przygotowana - nawet mimo takiego najazdu udało się w zasadzie bez problemu zaparkować na łące służącej ewidentnie jako parking.

Kajaku nie szukaliśmy daleko - skorzystaliśmy z wypożyczalni "Wieczorek", gdzie udało nam się wypożyczyć kajak trzyosobowy, który miał posłużyć dla całej naszej czteroosobowej rodziny. Opcja taka jest możliwa, jeżeli członkowie rodziny (albo przynajmniej ich część) są raczej drobni - u nas bez problemu na środkowym siedzeniu pomieściła się mama z Julkiem, dostaliśmy po prostu dodatkową poduszkę dla Julka, który siedział przed nogami mamy, jakby pomiędzy siedzeniami. Kajak taki, klasycznie, ma dwie pary wioseł - jedne obsługiwane były, zgodnie z życzeniem, przez siedzącego z przodu Adasia, a drugie przez siedzącego z tyłu tatę (no, co do taty to nie dochodziliśmy, czy wiosłowanie było jego życzeniem, tak jakoś naturalnie został tam umiejscowiony...). Oczywiście dostępne były też inne opcje kajaków - najbardziej popularne to "dwójki".

Z wypożyczalni, gdzie uzbrojono nas w kapoki i poduszki do siedzenia w kajaku, zaprowadzono nas do przystani. Tam już istna taśma - kajaki, z różnych wypożyczalni, jeden po drugim szybko były wodowane i jazda, żeby korek się nie tworzył! Uff, po kilku metrach zrobiło się spokojniej, jakoś każdy znalazł "swój kawałek wody", aby płynąć we własnym rytmie. 

Chociaż spokojnie to chyba jednak nie jest najlepsze określenie przy taaaakiej liczbie kajaków na tej trasie. Trzeba być więc przygotowanym na kraksy i na zahaczanie się wiosłami z innymi kajakarzami. Warto potraktować to jako element zabawy, bo tu większość użytkowników to mało doświadczeni kajakarze, którym, jak nam, sterowanie kajakiem przychodziło niełatwo. Niejednokrotnie lądowaliśmy na jednym z bardzo licznych korzeni będących tuż pod powierzchnią wody i trzeba było wiosłami się jakoś odepchnąć aby płynąć dalej, zaliczyliśmy wpłynięcie w szuwary, a przede wszystkim kilka razy staranowaliśmy inny kajak i wiele razy my byliśmy staranowani. Oczywiście nie jest to groźne, po prostu bum i już, płynie się dalej!

Co ważne, na przepłynięcie do celu nie ma się wyznaczonego czasu. Można więc płynąć w takim rytmie, w jakim się chce, można robić sobie przystanki np. na mijanych po drodze plażach, itp. 

Ważne jest również to, że można pokonać taki odcinek spływu, jaki się chce, a decyzję można podjąć w jego trakcie. Możecie więc zakładać, że płyniecie do Ukty, a jeśli poczujecie się zmęczeni lub zniechęceni, dopływacie do Rosochy i stamtąd, zadzwoniwszy do Waszej wypożyczalni, zostaniecie zabrani. Tak czy inaczej płaci się stałą kwotę za wypożyczenie kajaka, a jeśli skrócicie lub wydłużycie spływ, nie zostaną doliczone dodatkowe koszty. 

Na trasie spływu jest w zasadzie tylko jedno utrudnienie (inaczej mówiąc, jeśli kto woli, jedna większa przygoda). Mianowicie po nieco ponad godzinie dopływa się do Starego Młyna. Tu trzeba z kajaka wysiąść i przenieść go na drugą stronę tego młyna, jakieś może 100 metrów, na dalszą część rzeki. Nasz, rodzinny trzyosobowy kajak był istotnie ciężki do przeniesienia, ale jakoś daliśmy radę. W tłumie uwijali się młodzi mężczyźni, którzy na wózeczkach pomagali przenosić kajaki za jakąś tam opłatą, ale w takim tłoku, jaki tam panował, niełatwo byłoby ich złapać. 

Za młynem nurt rzeki jest nieco szybszy. O ile do młyna spływ wiedzie bardziej wśród pól i łąk, o tyle po drugiej stronie młyna rzeka meandruje raczej przez las, co w upalne dni daje przyjemny chłodek. 

My dopłynęliśmy do Rosochy. Zajęło nam to ok. 3 godzin. Adasiowi się bardzo spływ podobał, ale czuł się już zmęczony wiosłowaniem, z kolei energia Julka nie lubi długich stacjonarnych atrakcji, więc gdzieś po dwóch godzinach spływu intensywność pytań "daleko jeszcze?" zaczęła nam doskwierać. 

Rosochę trudno przeoczyć - znów przy brzegu jest kłębowisko kajaków, a wokół nich biegają pracownicy wypożyczalni kajaków, łapiąc należące do nich jednostki. W zasadzie nawet nie dzwoniliśmy do naszej wypożyczalni, jej pracownik nas zauważył, skierował do stojącego zaraz obok busa, po kilku minutach bus zapełnił się "z górką" innymi kajakarzami i tak oto z piskiem opon ruszyliśmy z powrotem do wsi Krutyń, gdzie zostawiliśmy samochód. Wszystko szybko, sprawnie i bez problemów.

To nawet nie tak, że byliśmy po spływie tak głodni, że wszystko by nam smakowało. Po prostu restauracja, w której zjedliśmy obiad to petarda. Otóż w hmmm... urokliwie brzmiącej miejscowości Zgon mieści się stanica wodna, w której jest restauracja o nazwie "Kurka Wodna". Flagowy "sandacz Kurka Wodna" to danie wybitne, a deptał mu po piętach sandacz z kurkami, nie ujmując niczego racuszkom z jagodami. Wszystko to jedzone pod drzewami, z widokiem na jezioro, czego chcieć więcej?!

Garść informacji praktycznych:


  • Przed wypłynięciem na spływ koniecznie trzeba wysmarować się kremem na słońce, bo, jak to na wodzie, mocno opala, a duża część spływu jest na otwartej przestrzeni.
  • Spływ na opisywanym odcinku nadaje się dla dzieci, nawet bardzo małych (na niektórych kajakach widzieliśmy niemowlaczki), chociaż jednak warto, aby dziecko było na tyle duże, aby można było je ubrać w kapok.
  • Przed spływem warto najważniejsze rzeczy, takie jak dokumenty, kluczyk do auta czy telefon, zamknąć w np. torebeczce strunowej, aby nie zamokły w przypadku wpadnięcia do wody. Na trasie widzieliśmy dwa takie przypadki - kajaki są jednak dość wywrotne.
  • Niektóre wypożyczalnie oferują, oprócz kajaków, również canoe - zgodnie z informacjami, jakie nam udzielono, nie są one polecane początkującym jako, ponoć, nieco bardziej wywrotne. 
W nasze wpisy wkładamy dużo pracy, aby były one jak najbardziej praktyczne i użyteczne innym aktywnym rodzinom. Na naszym blogu znajdziecie mnóstwo wpisów - bezpłatnych kompleksowych przewodników po najciekawszych miejscach i atrakcjach w kolejnych regionach Polski i innych krajach, a wszystko pod kątem odkrywania tych miejsc z dziećmi. 
Jeśli ten wpis jest dla Was przydatny, jeśli pomogliśmy Wam w organizacji rodzinnej wyprawy, prosimy, odwzajemnijcie się polubieniem nas na fb, tu: link. Was to kliknięcie lajka nic nie kosztuje, za to my dzięki temu widzimy, że nasza pomoc innym w organizacji fajnego rodzinnego czasu ma sens!


















Komentarze

Copyright © Family Adventures