Andaluzja: tygodniowy plan zwiedzania regionu

Dawno żadna podróż nie zrobiła na nas tak ogromnego wrażenia, jak listopadowy tydzień w Andaluzji. To region przepełniony niezwykłą historią i perłami architektury, w konsekwencji bardzo ciężko było stworzyć plan, w którym udałoby się to wszystko "upakować". Tworzyliśmy wiele wersji planu zwiedzania, ostatecznie udało nam się stworzyć tygodniowy program, który dobrze nam się sprawdził - poniżej przedstawiamy zatem gotowy, przetestowany przez nas plan na piękny tydzień w Andaluzji!

Andaluzja do południowy region Hiszpanii, słynący z licznych słonecznych dni w roku, krajobrazów łączących piękne plaże na wybrzeżu Morza Śródziemnego z całkiem wysokimi górami w głębi lądu, ale przede wszystkim - z absolutnie niezwykłych zabytków! Niepowtarzalna architektura Andaluzji to owoc fascynującej historii tego regionu - od 711 do końca XV w. rządzili tu Arabowie (zwani Maurami). Po przejęciu Andaluzji przez królów katolickich, meczety zostały przekształcone w chrześcijańskie kościoły, a także wiele nowych świątyń wybudowano dla umocnienia katolicyzmu na tych ziemiach. Pozostało też po arabskich władcach wiele przepięknych budowli niczym z baśni tysiąca i jednej nocy. 




Dzień I

Do Malagi przylecieliśmy wieczorem poprzedniego dnia (w piątkowy wieczór), wtedy też od razu wypożyczyliśmy na lotnisku w Maladze samochód. Pierwszy nocleg po przylocie mieliśmy w Maladze, w hotelu w centrum miasta.

Od rana w sobotę ruszyliśmy na zwiedzanie:

1.  Katedra  - przepiękna renesansowa, częściowo barokowa świątynia zbudowana na miejscu dawnego meczetu, gdy Andaluzję zdobyły po długim arabskim panowaniu wojska Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego. Jej budowa trwała przez prawie 3 stulecia. 

Imponująca jest i fasada, i wnętrze, które zwiedzać można z audio przewodnikiem po polsku, dostępnym w ramach biletu wstępu.




2. Alcazaba  - położona na wzgórzu twierdza nazywana bywa ”mniejszą siostrą Alhambry". 

Wybudowana została w XI w. przez Maurów, pierwotnie pełniła funkcje obronne, ale za dynastii Nasrydów rozbudowano również jej część pałacową. 

Można zwiedzać z przewodnikiem lub samodzielnie, nam to zajęło ok. 1,5h. 

Bilety można kupić online (na zwiedzanie z przewodnikiem) lub na miejscu w biletomatach, można kupić na samą Alcazabę lub bilet łączony z zamkiem Gibralfaro (ruiny zamku położonego jeszcze wyżej na wzgórzu).

Alcazabę warto zwiedzać nie tylko dla zobaczenia pozostałości twierdzy, ale też dla cudownych widoków na zatokę.




3. Teatro Romano - tuż obok wejścia do Alcazaby są ruiny amfiteatru rzymskiego, które są dostępne bezpłatnie.

4. Spacer po mieście, promenadzie itd., czyli nacieszenie naszych zmęczonych listopadową polską szarówką oczu słońcem, widokiem zielonych palm, barwnych kwiatów i niebieskiego morza. Promenada nie jest długa, aczkolwiek ma ciekawą, nowoczesną architekturę. Nam szczególnie podobał się pełen zieleni palm i kolorowych kwiatów park ciągnący się wzdłuż promenady. 

W Maladze można jeszcze wstąpić do Muzeum Picasso, który stąd się wywodził.




5. Przejazd do Grenady - samochodem zajął nam ok. 1,5h

6. Monasterio de la Cartuja - położony na wzgórzu nieco poza centrum Grenady klasztor. Podjechaliśmy do niego jadąc z Malagi, jeszcze zanim wjechaliśmy do centrum Grenady. 

Renesansowe wnętrze kościoła odebrało nam mowę! Coś przepięknego! Całe wnętrze kościoła jest wspaniałe, natomiast na szczególną uwagę zasługuje zakrystia, nazywana w wielu przewodnikach "najpiękniejszą zakrystią na świecie".





7. Real Monasterio de San Jeronimo - położony w centrum Grenady (krótkim spacerem od katedry) klasztor św. Hieronima to jeden z najważniejszych zabytków renesansowych w Hiszpanii, wzniesiony przez Izabelę Kastylijską i Ferdynanda Aragońskiego po rekonkwiście Grenady z rąk Maurów. Kościół zapiera dech w piersiach bogactwem zdobień nie do opisania! Znów - nawet zdjęcia nie są w stanie tego dobrze oddać, to jedna z tych pereł architektury w Andaluzji, która powoduje, że po wejściu do świątyni stawaliśmy jak wryci z zachwytu.




8. Kościół św. Jana Bożego - leży blisko klasztoru św. Hieronima i z renesansu przenosi nas w barok w wydaniu andaluzyjskim. Ołtarz poraża zmysł wzroku ilością złoceń, całe wnętrze tego niewielkiego kościoła jest szalenie zdobne. Można wejść na balkonik powyżej ołtarza, gdzie spoczywa św. Jan Boży, na cześć którego dobroci dla biednych i chorych, wzniesiono w XVIII w. tą świątynię. W ramach biletu jest nie tylko audioprzewodnik, ale i możliwość obejrzenia filmu w goglach VR.



Nocleg mieliśmy w hotelu w centrum Grenady, w pobliżu klasztoru św. Hieronima. W Grenadzie trudno było nam znaleźć hotel w centrum z parkingiem, ten spełniał ów warunek, aczkolwiek wjazd do garażu nawet średniej wielkości samochodem był bardzo trudny.

Dzień II

1. Klasztor na Sacromonte 

Na szczyt wysokiego wzgórza, na którym położony jest klasztor, dojechaliśmy taksówką i po jego zobaczeniu schodziliśmy z góry zwiedzając kolejne punkty naszego planu na ten dzień. To było dobre rozwiązanie, bo zaoszczędziliśmy w ten sposób sporo czasu na wspinanie się na górę.

Klasztor ma ciekawą historię, bo powstał w XVII w. na miejscu odkrycia w grocie górskiej szczątków św. Cecyliusza, patrona Grenady. I tak oto, oprócz krużganków i kościoła, to właśnie podziemne groty są najciekawszym i najbardziej tajemniczym miejscem klasztoru Sacromonte. 

Co więcej, ze szczytu góry jest piękny widok na położoną poniżej dzielnicę Albaicin oraz otaczające Grenadę góry Sierra Nevada.




2. Sacromonte - niesamowita dzielnica Grenady, będąca sercem flamenco i dlatego będzie o niej mowa jeszcze później we wpisie... 

Po rekonkwiście Grenady, czyli zdobyciu jej od Arabów, do miasta zaczęli napływać między innymi Cyganie, trudniący się rzemiosłem. Ponieważ nie było ich stać na domy w mieście, to wykuwali mieszkalne jaskinie w wapiennej skale tego wzgórza. W tych właśnie kamiennych cuevas narodziło się flamenco - nie tylko taniec, ale również ekspresja duchowości, emocji Gitanos zamieszkujących wzgórze.

Spacer po Sacromonte jest bardzo klimatyczny, rozciągają się stąd piękne widoki, ale, jak się przekonaliśmy, nawet ciekawiej jest się tu wybrać wieczorem, gdy wzgórze ożywa i zaczyna tętnić rytmem najsłynniejszego hiszpańskiego tańca!



3. Albaicin - kolejna, po położonym nieco wyżej na wzgórzu Sacromonte, zabytkowa dzielnica Grenady pełna urokliwych krętych i wąskich uliczek, ukwieconych placyków i zaułków. 

Albaicin było dzielnicą, którą na obrzeżach centrum Grenady utworzyli i zasiedlili muzułmanie, po zdobyciu miasta przez królów katolickich w 1492r. 

Najlepiej zboczyć z głównych ulic, którymi przewala się tłum turystów i wybrać trasę mniejszymi, wąskimi uliczkami, które mają właśnie ten urok. 

Po drodze warto zajrzeć na Miraduro San Nicolas oraz na taras przed meczetem, bo rozciąga się z tych dwóch miejsc pocztówkowy widok na Alhambrę.



4. Królewski klasztor św. Izabeli - niezwykłe miejsce w dzielnicy Albaicin. To katolicki zakon klauzurowy, w którym siostry trudnią się... wypiekiem słodkości. 

Atrakcją jest ich zakup - trzeba zadzwonić do specjalnych drzwi, gdzie na starej drewnianej obrotowej platformie składa się zamówienie, odbiera ciasteczka i płaci, wszystko to nie widząc sprzedającej je siostry zakonnej. A magdalenki, izabelki i czekoladowe trufle okazały się przepyszne. Zresztą w ten sposób odkryliśmy, że w Andaluzji wiele zakonów zajmuje się sprzedażą bardzo oryginalnych ciasteczek i w innych miastach również z tego korzystaliśmy.



5. Kaplica Królewska - jest w istocie częścią katedry w Grenadzie, ale wejście do niej jest od innej strony i za oddzielnymi biletami. 

W kaplicy znajdują się grobowce Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego. W kaplicy nie można robić zdjęć.

6. Katedra - majestatyczna, oszałamiająca świątynia, kolejna w Grenadzie, która wprost olśniewa bogactwem zdobień! 

Trzy nawy, ogromny ołtarz, kilkanaście kaplic bocznych, z których każda jest sama w sobie arcydziełem - oj, jest tu co oglądać!

Bilety do katedry najlepiej kupić jako bilet łączony z wybranymi przez siebie innymi kościołami (my w ten sposób kupiliśmy online z wyprzedzeniem za jednym zamachem klasztor la Cartuja, klasztor św. Hieronima, opactwo Sacromonte i Kaplicę Królewską).




7. Pokaz flamenco - jak już wcześniej zapowiadaliśmy, powróciliśmy wieczorem na Sacromonte, aby w jednej z jaskiń, gdzie narodziło się flamenco, obejrzeć jego pokaz. Oferta jest ogromna i generalnie wszystkie jaskinie mają dobre opinie, warto zrobić rezerwację online z wyprzedzeniem, bo zainteresowanie jest bardzo duże. 

To było ciekawe doświadczenie, pokaz, który warto zobaczyć, żeby poczuć magię tych pełnych ekspresji muzyki, tańca i śpiewu.






Nocleg - kolejny w hotelu w Grenadzie.

Dzień III


1. Alhambra 
Majestatyczny kompleks Alhambra to arcydzieło sztuki arabskiej, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO i absolutny must-see!

Rządzący Andaluzją przez wieki Arabowie wybudowali najpierw, w XI w. twierdzę na wzgórzu (Alcazaba), po czym mauretański ród Nasrydów, w czasach swojej świetności, rozbudował część pałacową oraz ogrody. 

W konsekwencji Alhambra to tak naprawdę kompleks składający się z trzech części: 
- Pałac Nasrydów 
- Letnia rezydencja Generalife wraz z ogrodami 
- Twierdza Alcazaba

Jeżeli widzieliście gdzieś zdjęcia z Alhambry, to zapewne pochodziły one z Pałacu Nasrydów - to ta część kompleksu mieści słynny dziedziniec otoczony koronkowymi krużgankami, z fontanną podtrzymywaną przez kamienne lwy. Niemniej, cały pałac robi niesamowite wrażenie, zachwyca bogactwem orientalnych ornamentów oraz wspaniałą, okazałą architekturą. 

Na początku zwiedzania kompleksu Alhambry warto wejść do położonego w pałacu Karola V (czyli znajdującego się na terenie Alhambry późniejszego, renesansowego pałacu wybudowanego przez potomka Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego) muzeum poświęconego budowie i rekonstrukcji Alhambry - jest tam wyświetlany film opowiadający historię zabytku, a to dobre wprowadzenie do zwiedzania.

Alcazaba nie jest dużą częścią Alhambry, są to głównie pozostałości archeologiczne dawnej twierdzy, chociaż warto wejść na wieżę dla panoramicznego widoku na cały kompleks Alhambry.

Warto przeznaczyć sobie sporo czasu na spacer po ogrodach, które są bardzo rozległe, pięknie zadbane, cudownie ukwiecone. Wśród ogrodów znajduje się jeszcze niewielki pałac - letnia rezydencja mauretańskich władców - Generalife.

Bilety mają oznaczoną godzinę wejścia do Pałacu Nasrydów i jest to ściśle przestrzegane. Do pozostałych części kompleksu Alhambry wchodzi się bez wyznaczonej godziny, chociaż przy każdym przejściu między częściami Alhambry trzeba okazywać bilety i dokumenty tożsamości, co tworzy małe kolejki. 

Bilety do Alhambry trzeba kupić z kilkutygodniowym wyprzedzeniem online, wyprzedają się szybko, na miejscu są niedostępne. 

Nam zwiedzanie Alhambry zajęło ok. 4h. Można spędzić na terenie kompleksu nawet cały dzień, bo w ogrodach jest wiele ławek dających możliwość odpoczynku, spokojnego nacieszenia się barwami przyrody i pięknem architektury Alhambry.










2. Przejazd do Kordoby - ok. 2h jazdy samochodem 

3. Spacer po starówce Kordoby 

Zaskoczyły nas niesamowicie klimatyczne uliczki, w których najlepiej się zgubić i poszwędać po nich. 
Charakterystyczne dla Kordoby są podwórka kamienic - tzw. patios, każde inaczej zdobione, pełne roślinności, cudo!




Po drodze oglądaliśmy między innymi: 

4. Kościół św. Franciszka - w ramach biletu do katedry jest bezpłatny wstęp do 11 kościołów, z których kilka odwiedziliśmy po drodze i ten nas szczególnie zachwycił




5. Pozostałości rzymskiej świątyni 

6. Kościół św. Pawła - spory gotycki kościół 

7. Rzymska brama do miasta i most z czasów rzymskich 



Nocleg mieliśmy w hotelu w Kordobie, w pobliżu katedry.

Dzień IV

1. Katedra - meczet w Kordobie

Nie pamiętamy kiedy ostatnio jakiś zabytek tak odjął nam mowę! Mezquita w Kordobie robi oszałamiające wrażenie.

Jej wnętrze jest równie niezwykłe jak jej historia. Pierwotnie w tym miejscu stał niewielki kościółek Wizygotów. Po zdobyciu Andaluzji przez Arabów przekształcono go w meczet. 
Niedługo potem, w VIII w. emir rozpoczął budowę monumentalnego meczetu na tym miejscu, mającego przebić wielkością i okazałością zdobień inne meczety ówczesnego muzułmańskiego świata. Jego następcy kontynuowali dzieło, aż meczet osiągnął imponujące rozmiary około 180m na 130m. Nic w tym dziwnego, to właśnie miasto stanowiło stolicę super-potężnego Kalifatu Kordoby, centrum nie tylko Al-Andalus, ale i całego zachodniego muzułmańskiego świata.

Kordoba została odzyskana przez katolików dość wcześnie, już w XIII w. i wówczas ten ogromny meczet został po prostu zamieniony na katedrę katolicką! Jedynie w środkowej części świątyni z czasem wybudowano główną nawę katedralną, a minaret przebudowano na dzwonnicę.

W konsekwencji, powstała unikalna mieszanka świata muzułmańskiego z chrześcijańskim - krzyż z Chrystusem wisi pod mauretańskimi łukami, nad obrazami katolickich świętych widnieją wersety z Koranu, a arabeski mieszają się z renesansowymi i barokowymi zdobieniami. 

Innym elementem Mezquita w Kordobie, który zapiera dech, to "kamienny las". Otóż tak wielka budowla wsparta musiała być na wielu filarach - jest ich, bagatela... 850! Robi to niesamowite wrażenie!

Do tego światło wpływające do wnętrza świątyni przez otwory okienne w różnych zaułkach tworzy niesamowitą grę kolorów, wygląda to w wielu miejscach magicznie!

Bilety do Mezquita kupiliśmy z wyprzedzeniem online. Obejmują one również wstęp do wielu różnych kościołów na terenie Kordoby.
Zwiedzanie katedry zajęło nam ponad godzinę.






2. Dzielnica żydowska, wraz z synagogą.

Za czasów Kalifatu Kordoby Żydzi cieszyli się tu sporą wolnością i możliwością rozwoju, dzięki czemu rozwijała się tu kultura sefardyjska. 
Synagoga w dzielnicy żydowskiej dostępna jest bezpłatnie, jest malutka. 



Alcazar w Kordobie, czyli pałac z czasów mauretańskich, jest obecnie niestety nieczynny, trwa remont, który nie wiadomo kiedy się skończy.

3. Przejazd do Sewilli - ok. 2h jazdy samochodem

4. Kościół El Divino Salvador - położony w centrum Sewilli, kolejny kościół - cacuszko, zachwycający, przepiękny przykład hiszpańskiego baroku. Bilety do kupienia przy wejściu, ale obowiązują tu również bilety do katedry (czyli mając wykupione bilety do katedry, wchodzi się do tego kościoła bezpłatnie)




5. Setas - nowoczesna konstrukcja w północnej części rozległej starówki, będąca symbolem współczesnej Sewilli



6. Convento de San Leandro - kupowanie lokalnych słodkości  przez drewniane obrotowe drzwiczki zakonne to bardzo fajna atrakcja, której dalszą częścią jest delektowanie się tymi smakołykami. Tu kupiliśmy znane sewillskie yemas - rodzaj pralinek misternie wytwarzanych na bazie żółtek.

7. Kościół Santa Maria la Blanca - o tyle niezwykły, że pochodzi od meczetu, który później został zmieniony na synagogę, a jeszcze później na kościół katolicki. 
Bilety do kupienia przy wejściu do kościoła.

8. Spacer po wieczornej, pięknie oświetlonej Sewilli sprawił nam wiele powodów do zachwytu. Wiele tych miejsc (Plac Hiszpański, katedra) mamy w planie na następny dzień, ale ich wieczorne wydanie miało w sobie niesamowity urok.




Nocleg w hotelu na obrzeżach starówki w Sewilli (starówka jest w tym mieście szczególnie rozległa; trudność sprawiło nam znalezienie hotelu z parkingiem)

Dzień V


1. Królewski pałac Alcazar 

Pierwotny pałac zbudowany został jeszcze za rządów kalifów z Kordoby, a po przejęciu miasta przez katolików w XIII w. król Ferdynand nakazał jego rozbudowę. W efekcie powstała przepiękna mieszanka stylu mauretańskiego z elementami chrześcijańskimi.

Zwiedza się liczne komnaty, z, między innymi, niesamowicie okazałym Hallem Ambasadorów, dziedzińce otoczone koronkowymi krużgankami. Pełno tu fenomenalnych sztukaterii, zdobień i wzorzystych ceramik. Wspaniałe!

Warto zwrócić uwagę na to, że turyści kroczą po posadzkach, po których chodził sam Krzysztof Kolumba - w niektórych salach zapadały decyzje i plany pierwszej wyprawy Kolumba.

W cenie biletu jest też wstęp do ogrodów Alcazaru. Są piękne, chociaż naszym zdaniem ustępują pierwszeństwa ogrodom Generalife wokół Alhambry w Grenadzie. Może to dlatego, że w Alcazar w Sewilli nie ma takiej dbałości o ukwiecenie ogrodów i o tej porze roku nie są tak barwne jak te w Grenadzie. Niemniej, spacer po nich był również cudowny!






2. Katedra

Wzniesiona została w XV-XVI w. na miejscu dawnego wielkiego meczetu Almohadów.

To ogromna świątynia (jej wnętrze ma, bagatela... 11,5 tys. mkw.!), z tak wieloma elementami do przyjrzenia się, że na zwiedzanie trzeba przeznaczyć co najmniej ponad godzinę. 

Szczególną uwagę zwraca położony centralnie ołtarz - największy gotycki na świecie! Ilość złoceń jest oszałamiająca.

Tłum turystów kłębi się też ciągle przy grobowcu Krzysztofa Kolumba.
 
Do obejrzenia jest też wiele pełnych przepychu bocznych kaplic, bogato zdobione organy, itp.





W ramach biletu jest również wstęp na wieżę - La Giralda. Wejście na nią jest o tyle łatwiejsze, że nie wdrapuje się po schodach, lecz po pochylniach. To dzięki temu, że wcześniej wieża była minaretem i muezin wjeżdżał w ten sposób na koniu, aby wzywać wiernych do modlitwy!

A wdrapać się naprawdę warto, bo ze szczytu La Giralda jest piękny widok na miasto.

3. Plac Hiszpański 

Zbudowany został niespełna 100 lat temu, aby pokazać Hiszpanię z jak najlepszej strony na światowej wystawie Expo. I naprawdę pokazuje to, czym kraj się może pochwalić! 

Rozległy plac łączy elementy architektury renesansowej, barokowej i mudejar (czyli z wpływami arabskimi).

Czerwony budynek otaczający plac, z tysiącami barwnych ceramicznych płytek azulejos - kolejny zachwyt! 

Plac jest bardzo, bardzo instagramowy. Tak bardzo, że popołudniu, o złotej godzinie sprzyjającej fotografowaniu, są tam chyba wszyscy turyści z całej Sewilli. I to jest powód, dla którego zrobienie ładnych zdjęć nie jest łatwe... Do tego bardzo wiele osób wykorzystuje pokryte azulejos ławki do wygrzewania się na słońcu, więc ... zasłaniają piękne zdobienia placu. Ale nawet z tymi utrudnieniami jest co podziwiać.







4. Idąc ze starówki na Plac Hiszpański warto zwrócić uwagę na zabudowania uniwersyteckie - mieszczą się one bowiem w dawnej fabryce cygar. Tej, w której, wg libretto do słynnej opery Bizeta, pracowała Carmen.




5. Arena walk byków 

Jedna z najstarszych i największych aren corridy w Hiszpanii. Mieści się w niej również niewielkie muzeum poświęcone historii walk byków, oglądać można historyczne stroje torreadorów itp.




Nocowaliśmy kolejną noc w hotelu w Sewilli.

Dzień VI


Ten dzień poświęciliśmy nie zwiedzaniu kolejnego hiszpańskiego miasta, lecz przeniesieniu się do... Wielkiej Brytanii! Gibraltar to bowiem terytorium zamorskie Wielkiej Brytanii. Dlatego wkraczając na jego teren przechodzi się kontrolę paszportową.

Po przejściu granicy turystów od razu otacza tłum naganiaczy na wycieczki na Skałę Gibraltarską. Takie wycieczki polegają na tym, że bus wwozi turystów na górę (w okolice górnej stacji kolejki linowej) i po drodze zatrzymuje się przy wybranych atrakcjach na jej zboczu. 

My woleliśmy jednak bardziej samodzielne rozwiązanie. Z wyprzedzeniem kupiliśmy online bilety na wjazd kolejką linową na Skałę Gibraltarską. Mając wcześniej kupione bilety, od granicy Gibraltaru do dolnej stacji kolejki można dojechać bezpłatnym busikiem.

Następnie, po wjechaniu w kilka minut kolejką na górę, schodziliśmy szlakiem i po drodze oglądaliśmy atrakcje, które mieliśmy już też wliczone w bilet (kupiliśmy pakiet: wjazd kolejką + Nature Reserve).

I tak oto zalicza się po kolei następujące punkty:

1. taras widokowy przy górnej stacji kolejki, skąd widać szczyt Skały, miasto w dole, a na horyzoncie Afrykę (wszak Cieśnina Gibraltarska jest na tyle wąska, że promy do Tangeru w Maroku przepływają ją w ok. godzinę).




2. małpy - Skała Gibraltarska to jedyne miejsce w Europie gdzie żyją wolno małpy!

Magoty Gibraltarskie są wszędzie po drodze i szczególnie przy kolejnych punktach zwiedzania na trasie w dół! 

Nie wolno ich dotykać, ani oczywiście karmić (nie tylko groźba pogryzienia, ale i wysokiej grzywny), nie wolno mieć na wierzchu jedzenia, czy plastikowych toreb, bo są kuszące dla zwierzątek. Fajnie jest je poobserwować, chociaż pamiętając, że, jak to dzikie zwierzaki, potrafią być nieobliczalne. Nie widzieliśmy, żeby same zaczepiały turystów, ale czytaliśmy o takich sytuacjach.




3. O'Hara Battery i Skywalk - kolejny taras widokowy, a także wysoko położone ruiny bunkrów. Wdrapanie się po kamiennych schodach zapewnia kolejne piękne widoki.

4. Jaskinia św. Michała - piękna wapienna jaskinia pełna fantastycznych kształtów różnych form krasowych. Zmieniające się podświetlenie daje złudzenie pojawiajacej się na jednej ze ścian figury świętej postaci, a w końcówce zwiedzania można obejrzeć multimedialny pokaz na ścianach jaskini.




5. Suspension Bridge - lekki detour od głównego szlaku pozwala przejść się po wiszącym mostku. Stąd można też dojść do Ape's Den, gdzie można zobaczyć większe skupisko małp.

6. Great Siège Tunnels - w Skale znajduje się 48 km tuneli! Część z nich pochodzi jeszcze z XVIII w., dalsza część została wydrążona w czasie II wojny światowej. Wiele tuneli można zwiedzać, chodzić nimi, wchodząc właśnie tym wejściem.

7. WWII Tunnels - wejście do dalszej części tuneli, z bardzo ciekawą wystawą dotyczącą udziału Gibraltaru w II wojnie światowej. Fragment wystawy jest przeznaczony dla dzieci, które mogą zabawić się w dekodowanie wiadomości. 
Na wystawie znaleźliśmy polski akcent - tablicę z informacjami o gen. Władysławie Sikorskim, który, jak wiadomo, zginął w katastrofie lotniczej nad Cieśniną Gibraltarską.




W wielu opiniach czytaliśmy, że na zejście z góry trzeba przeznaczyć ok. 1,5h. Tyle zajęłoby chyba faktycznie samo schodzenie (szlak ma ok. 4km). Nam, ze zwiedzaniem po kolei wypisanych powyżej punktów, zajęło to ponad 4h.

8. Miasto Gibraltar - nie będziemy ukrywać, że nie zauroczyło nas. I to nie tylko dlatego, że po załamaniu pogody w regionie towarzyszył nam tu ulewny deszcz, po prostu miasto wydaje się mieć chaotyczną zabudowę, brak starówki czy innych miejsc zasługujących na uwagę.

9. Po zejściu ze Skały Gibraltarskiej przeszliśmy się główną ulicą (Main Street), która jest przede wszystkim pasażem handlowym.




Kilka uwag ogólnych:

- Chociaż to formalnie terytorium Wlk. Brytanii, powszechnie akceptowana jest też Euro (wg wskazanego w sklepach przelicznika).

- Gibraltar to mała przestrzeń (raptem 5 km kw.) na której jest dużo "upakowane". Dlatego polecane jest zaparkowanie samochodu na jednym z licznych parkingów przed granicą, po hiszpańskiej stronie. Wcześniejsze pobranie aplikacji takiego parkingu i opłacenie postoju z góry pozwala na obniżenie kosztów postoju.

- Gibraltar nie jest w europejskim roaming. Jeśli nie ustawi się sieci na sztywno, telefony co chwilę przełączają się pomiędzy sieciami - hiszpańską i lokalną, trzeba uważać na koszty jakie może wygenerować korzystanie z sieci gibraltarskiej.

Na nocleg pojechaliśmy do hotelu położonego w górach, niespełna 1h jazdy od Gibraltaru.

Dzień VII

Do 2015 r. Caminito del Rey nazywany był "najbardziej niebezpieczną ścieżką świata", obecnie zasługuje na miano "jednego z najbardziej ekscytujących szlaków świata” 

Kładki nad przepaściami zbudowano pierwotnie na początku XX w. do obsługi elektrowni wodnej i zapór na rzece. Chodzenie po nich musiało być mrożące krew w żyłach, bo wąskie, drewniane, częściowo betonowe półki nad kilkaset-metrową przepaścią robią wrażenie do dziś - w niektórych miejscach zachowały się ich fragmenty.

Współczesna ścieżka została zbudowana ponad dawną. Oddano ją do użytku 10 lat temu i przejście nią nie sprawia żadnego problemu ani zagrożenia - kładki są dość szerokie i wszędzie znakomicie zabezpieczone. Nadal jednak zawieszone nad przepaścią, co sprawia, że przejście Camenito del Rey to ekscytująca przygoda.

Jak wygląda przejście szlaku w praktyce?

- Bilety 
Można kupić bilety do samodzielnego przejścia szlaku, można wybrać opcję z przewodnikiem (do wyboru: angielski/ hiszpański). 

Nawet na listopadowy termin (a więc zdecydowanie poza sezonem turystycznym) bilety musieliśmy kupić z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Gdy kupowaliśmy je ponad miesiąc wcześniej, już nie było biletów na optymalną dla nas godzinę. Wniosek: to zdecydowanie nie jest atrakcja, co do której można podjąć spontaniczną decyzję.

- Parkingi 
Informacja na stronie internetowej Caminito jest dość nieprecyzyjna, w realu wygląda to tak, że wraz z zakupem biletów można kupić (2 Euro na cały dzień) wjazd na rozległy parking P1. Natomiast najbliżej dojścia do szlaku jest parking P2, który jest malutki. Jest jeszcze jeden parking, w okolicach wyjścia ze szlaku.
Pomiędzy tymi miejscami jeździ w kółko shuttle bus (2,5 Euro od osoby w obie strony). Wg harmonogramu co 30 min, w rzeczywistości - z dużą częstotliwością.

Zaparkowaliśmy na P1, następnie shuttle busem przejechaliśmy jeden przystanek, skąd jest najbliższe dojście do wejścia na szlak.

- Dojście do szlaku
Z przystanku autobusowego są dwie alternatywne drogi dojścia do wejścia na szlak: jedna ma 1500m, druga 2700m. My wybraliśmy tą krótszą i kluczowe było znalezienie wejścia do pieszego tunelu, który wiedzie w kierunku wejścia na szlak. 

Od zaparkowania na parkingu do wejścia na szlak zeszło nam 35min (mieliśmy szczęście, że akurat podjechał shuttle bus, ten czas może być więc nieco dłuższy jeśli przyjdzie czekać trochę na autobus).

- Wejście na szlak 
Odbywa się dość sprawnie. Przybywający turyści, po sprawdzeniu czy mają bilety, ustawiani są w grupy wg czasu wejścia na bilecie. 
My byliśmy pół godziny przed naszym biletowym czasem, ale obsługa stwierdziła, że kilka osób na wcześniejszą godzinę się nie stawiło, dzięki czemu mogliśmy iść w ich miejsce. 

Przy wejściu na szlak dostaje się obowiązkowe kaski.

Jeśli idzie się z przewodnikiem, dostaje się również słuchawki, żeby na trasie go słyszeć.

- Szlak
Naszym zdaniem jest łatwy. Ma ok. 7km, przeszliśmy go, w tempie grupy z przewodnikiem, w ok. 2,5h (przystanki na opowiadanie przez przewodnika o faunie, florze, geologii wąwozu itp).

Nie mają wstępu dzieci poniżej 8 lat.

Nie rekomendowalibyśmy osobom z bardzo silnym lękiem wysokości.

Szlak prowadzi częściowo po drewnianych kładkach nad przepaściami, częściowo ziemną ścieżką przez dolinę. Na sam koniec szlaku przechodzi się przez metalowy mostek nad przepaścią, również bardzo solidnie zabezpieczony, chociaż lekko poruszający się pod ciężarem przechodniów. 

Szlak wiedzie głównie po płaskim, gdzieniegdzie jest trochę schodków.

Po zakończeniu szlaku trzeba dojść do przystanku shuttle bus, który zawozi z powrotem na parking (obowiązuje tu bilet zakupiony w pierwszą stronę).









Nocowaliśmy w mieszkanku, które wynajęliśmy w Rondzie.

Dzień VIII


Ronda to śliczne, pełne urokliwych uliczek i malowniczych widoków miasteczko "po środku" Andaluzji. 

Pomimo ulewnego deszczu nie mogliśmy się oprzeć, aby nie pospacerować po uliczkach i zobaczyć kilka spośród licznych zabytków miasta: 

1. Puente Nuevo - wizytówka miasta. To most łączący dwie części miasta: starszą, mauretańską (La Ciudad) i nowszą (powstałą po rekonkwiście - El Mercadillo). 

Najbardziej niesamowite widoki daje wejście na jeden z punktów widokowych (Mirador), chociażby ten położony tuż przy moście. Widać wówczas jego ogrom, jego przęsła mają aż 90m - most rozciąga się bowiem nad bardzo głębokim wąwozem El Tajo. I właśnie połączenie widoku strzelistego mostu wraz z groźnymi przepaściami wąwozu robią to fantastyczne wrażenie, przyciągające tłumy turystów do Rondy.

2. Kościół Santa Maria la Mayor - kościół, który powstał z przebudowania meczetu. Nie robi co prawda takiego wrażenia, jak meczet-katedra w Kordobie, ale warto do niego zajrzeć chociażby dla pięknych renesansowych zdobień i wejścia na dach, z którego rozciąga się malowniczy widok na miasto.

3. Kościół św. Ducha - piękne wnętrze, a dzieciakom ogromną frajdę sprawia duża makieta Nazaretu w klimacie bożonarodzeniowym.

4. Uliczki miasteczka - nam szczególnie podobała się starsza część miasta z czasów arabskich. 

W Rondzie znajduje się ponadto jedna z najstarszych w Hiszpanii aren walk byków, można ją zwiedzać.






ANDALUZJA - PODSUMOWANIE


📌 Plan zwiedzania 
W Andaluzji spędziliśmy 8 dni (przylecieliśmy w piątek wieczorem, wracaliśmy w następną sobotę wieczorem). Takim czasem dysponowaliśmy, ale czujemy, że nie jest on wystarczający, aby poznać cały region - zabrakło nam na pewno co najmniej ok. 2 dni, żeby wjechać jeszcze "wgłąb" Andaluzji i przespacerować się po jednym z licznych "białych miasteczek" (np. Zahara de la Sierra), pozwiedzać bardzo stare miasto Kadyks i pobliski Jerez de la Frontiera, może odwiedzić słynny nadmorski kurort Marbella, etc. Niemniej, udało nam się mnóstwo zwiedzić, zobaczyć i doświadczyć i jesteśmy zachwyceni bogactwem kulturowym oraz krajobrazami Andaluzji.

📌 Pogoda
Nie chcieliśmy południa Hiszpanii zwiedzać w letnie upały i korki, skorzystaliśmy z listopadowej przerwy. 
Po pierwsze, zaskoczyły nas różnice temperatur pomiędzy różnymi miastami - np. w Grenadzie było zdecydowanie chłodniej niż w Sewilli czy Maladze.
Po drugie, piękne słońce towarzyszyło nam przez ponad połowę pobytu. Było wspaniałe błękitne niebo i ok. 20-24 stopnie w ciągu dnia. Niestety, w ostatnie 3 dni nadszedł bardzo deszczowy front i lokalsi mówili, że to już czas na deszczową pogodę.

📌 Sezon turystyczny 
Niski sezon turystyczny był wyraźnie odczuwalny i to było super. Oczywiście są miejsca (jak Alhambra czy Caminito del Rey) gdzie każdego dnia roku, niezależnie od sezonu turystycznego, bilety są wyprzedane na kilka tygodni wcześniej, ale w wielu miejscach odczuwaliśmy, że jest przyjemnie spokojnie i nietłoczno. 

📌Podróżowanie
Na całą wyprawę mieliśmy wynajęty samochód i to nam się bardzo dobrze sprawdziło, bo pozwalało nam przemieszczać się między miastami wg własnego rytmu zwiedzania. 
W wypożyczalni próbowano nas namówić zniżkami na większy samochód i bardzo się cieszymy, że się nie skusiliśmy. Powód? Bardzo wąskie uliczki w miastach, wiele garaży, w których nawet tym średniej wielkości autem wjeżdżaliśmy "po lusterkach". Generalnie - im mniejszy samochód, tym lepiej!
Zaskoczył nas negatywnie stan dróg w Andaluzji, nawet na głównych nierówności były powszechne. 
Większość dróg była bezpłatna, podczas całej wyprawy tylko raz trafiliśmy na płatny odcinek.

📌 Kuchnia
Na naszej trasie byliśmy w bardzo turystycznych miejscach i wyszukiwanie restauracji zajmowało nam sporo czasu, bo wiele z nich nie cieszyło się dobrymi opiniami wg wyszukiwarek. 
Kuchnia andaluzyjska charakteryzuje się dużą odrębnością, więc w restauracjach z lokalną kuchnia nie uświadczy się np. paelli. 
Natomiast naszym "odkryciem", które sprawiało nam dużo frajdy, było kupowanie słodkości w różnych ... zakonach. W każdym mieście było co najmniej kilka zakonów żeńskich, które oferowały wyrabiane przez nich słodycze. Były przepyszne, bardzo "domowe", wg tradycyjnych receptur. Sam zakup jest też atrakcją, bo kupuje się najczęściej przez obrotowe drewniane drzwiczki, nawet nie widząc sprzedającej siostry. Pieniądze ze sprzedaży siostry przeznaczają na swoją działalność. Dzięki tym zakupom mieliśmy okazję popróbować bardzo lokalnych smaków, a do Polski przywieźliśmy oryginalne upominki dla bliskich.

Komentarze

Copyright © Family Adventures