Pomysły na rodzinne spacery Warszawa i okolice (cz. 21): Wokół stawów w Grzegorzewicach i na dokładkę Zalew Grzymek

Jeśli spodobały się Wam Stawy Raszyńskie (o których pisaliśmy tu: link), to spacer nad Stawami Grzegorzewickimi będzie również dla Was strzałem w dziesiątkę. Taki sam sielsko-anielski spokój i cisza, jakie panują na groblach, którymi można przejść kilkukilometrowy spacer. 


Nad Grzegorzewickie stawy przygnał nas trochę sentyment, bo bywało się tu w okolicy na dłuższe weekendy "w erze przed dziećmi". Z tamtych wypadów pamiętaliśmy, że nad stawami świetnie się spacerowało i na szczęście przez te lata nic się nie zmieniło. 

Grzegorzewickie stawy znajdują się ok. 40 minut samochodem z centrum Warszawy. Dociera się tam odbijając od S8 na wysokości Radziejowic/ Żyrardowa. Link do Map Google: link 

Zaparkować można przy Wodnej Osadzie Grzegorzewice, gdzie mieści się restauracja i sklep z rybami, w tym też wędzonymi na miejscu. Wszak są tu stawy hodowlane, więc ryb nie brakuje. Z powodu pandemicznego lockdown restauracja proponowała tylko wynosy, nie skorzystaliśmy, więc nie wypowiemy się co do kuchni, ale samo położenie stołów na świeżym powietrzu nad stawem zachęca do powrócenia tu, gdy będzie już można korzystać w pełni z restauracji. 

Nad stawami było, mimo ładnej pogody, niesamowicie pusto - niewielu wędkarzy (Wodna Osada umożliwia również odpłatne wędkowanie), a spacerowiczów jeszcze mniej. Czuliśmy więc swobodę, przestrzeń i to co najważniejsze w takim miejscu, czyli ciszę (na ile jest ona oczywiście możliwa podczas spaceru z dziećmi - sami wiecie...).

Chociaż Stawy należą do Wodnej Osady, to jedynie wędkowanie jest płatne - spacerować można do woli bezpłatnie. Nie ma wyznaczonych żadnych konkretnych szlaków spacerowych, po prostu chodzi się jak dusza zapragnie wokół stawów, po dobrze utrzymanych groblach. Staraliśmy się wybrać maksymalnie rozległą trasę na spacer i uszliśmy tak ponad 4,5 km.

Stawy sąsiadują z zachęcająco wyglądającym lasem, w którym mieści się nawet rezerwat przyrody Skulskie Dęby. Niestety, od stawów nie ma do niego dostępu, ponieważ na całej długości stawów poprowadzony jest głęboki rów (domyślamy się, że odgradzający stawy od kłusowników, którzy mogliby mieć zakusy na łowienie ryb z pominięciem opłaty). 

Trochę rozpieściły nas Stawy Raszyńskie pod względem liczebności ptaków wodnych - tu nie ma ich tak wiele (nie bez powodu nad Stawami Raszyńskimi jest rezerwat przyrody dla ochrony właśnie licznych ptaków), ale oczywiście i tu sporo ptactwa można poobserwować. 






Ponieważ naszym priorytetem jest jak najwięcej aktywności fizycznej, żeby w dobie zdalnego nauczania porządnie "wyspacerować dzieci", przeszliśmy znad Stawów Grzegorzewickich do położonych jeszcze ok. 1km dalej Stawów św. Anny. 

Stawy św. Anny to publiczne łowisko, ogólnie dostępne. Są one o wiele mniejsze od Stawów Grzegorzewickich - obejście stawu to jakiś kilometr. Nad Stawy św. Anny podjechać można też samochodem - jest kilka miejsc do zaparkowania przy tablicach informacyjnych.

Nad Stawami św. Anny jest mini-plaża, jak również altana piknikowa, sporo osób rozpala ogniska piekąc na nich świeżo złowione ryby. 

Z jednej strony nad Stawami św. Anny panuje większy gwar, więcej jest ludzi, z drugiej strony obejście stawu to przygoda w dzikiej przyrodzie, bo, im dalej, tym grobla staje się bardziej zarośnięta. 






Jeśli zaintrygował Was pałacyk położony tuż przy dojeździe do Grzegorzewickich Stawów, to kilka słów historii. Zbudowany w XIX wieku neoklasycystyczny dwór służył do czasów II Wojny Światowej rodzinie Alfreda Meissnera - wybitnego chirurga szczękowego, późniejszego rektora Akademii Stomatologicznej w Warszawie. Po wojnie mienie to zostało upaństwowione, a w latach 70. XX w. pałac objęła w użytkowanie Naczelna Rada Adwokacka, tworząc tam Dom Pracy Twórczej dla warszawskiej adwokatury. Mieścił się on tam do pierwszej dekady XXI w., obecnie jest ponownie w rękach spadkobierców dawnych właścicieli. Zespół dworsko-pałacowy jest zamknięty i niedostępny dla zwiedzających, a przez płot wydaje się, że chyba podjęte zostały jakieś, póki co niewielkie, prace modernizacyjne. 

Printscreen z Map Google z zaznaczoną ramowo naszą trasą spaceru


*********

Wracając samochodem do Warszawy pojechaliśmy inną drogą, aby zahaczyć o jeszcze jedno miejsce na już krótszy, ale też urokliwy spacer. 

O ile wokół Stawów Grzegorzewickich wije się rzeczka o wdzięcznej nazwie Pisia Gągolina, o tyle teraz znaleźliśmy się przy Pisi Tucznej. W miejscowości Bieniewiec zbudowany został na niej Zalew Grzymek.

W latach 80. i 90. XX w. Zalew Grzymek był popularnym miejscem rekreacyjnym - z okolicznych terenów działkowych ściągały tu całe rodziny, aby poleżeć na plaży, popluskać się w kąpielisku czy popływać na kajakach. Obecnie po plaży nie ma już śladu i w ogóle teren wygląda zupełnie inaczej, a to z tego względu, że Dalkia wybudowała tamę i zagrodziła zalew z jednej strony. Niemniej cały drugi brzeg Zalewu jest ogólnie dostępny i można sobie po nim spacerować ścieżką wijącą się w lesie, nad brzegiem zalewu. 

My zaparkowaliśmy samochód w tym miejscu: link do Map Google, skąd przez blaszaną prowizoryczną kładkę przeszliśmy nad zalew. Ścieżka wiodąca wzdłuż zalewu do rzeki Pisi Tucznej to ok. 1 km spaceru w jedną stronę. 



Komentarze

Copyright © Family Adventures